publikowana w gazecie „Wspólne Sprawy”

„… W pierwszym dniu pokonaliśmy zaledwie 4 – 5 km W drugim 8 km Cały kanion zatarasowany był olbrzymimi głazami. Przez sześć godzin przenosiliśmy przez nie kajaki. Ściany kanionu gęsto porośnięte tropikalną roślinnością, sięgają 300 do 500 metrów wysokości. Nieznośny upał.

W czwartym dniu – katastrofa. Na ostrym głazie przewraca się ponton z żywnością. Parę godzin nurkujemy w rozpędzonym nurcie. Ratujemy co się da. Wieczór bardzo smutny. Biwakujemy na skalnej ścianie, tuż nad wodą. Co chwila moczy nas gwałtowna tropikalna ulewa. Sytuacja jest trudna, żywności zostało niewiele, a nas jest siedmiu. Nie mamy odwrotu, musimy płynąć do przodu. Jest coraz ciężej. Płynięcie to istna ułańska szarża. Spadek wody dochodzi w niektórych miejscach do 40 m na 1 km ( Dunajec ma np. 3 – 4 m na 1 km). Ponton trzeba wiele razy przepychać. Nie mamy już sił. Nasz południowy posiłek to chleb z cebulą i herbata. Pokonujemy takie miejsca, które kiedyś uważaliśmy za niemożliwe do przepłynięcia.

W niedzielę wielkanocną jemy chleb podpiekany na ogniu. W poniedziałek na skale rozbijam kajak. Niedługo później Piotrek rozbija drugi ledwo uchodząc z życiem. We wtorek udaje się nam złowić wspaniałego suma. Waży około 10 kilogramów. Cóż za uczta. Szkoda tylko że nie ma go 10 razy więcej. Wreszcie ostatni, piąty szalony kanion, który pokonujemy w olbrzymiej tropikalnej ulewie. Wreszcie dopływamy do małej szopy indiańskiej gdzie pałaszujemy znaczne ilości placków kukurydzianych popijając coca-colą….”

Please enter Google Username or ID to start!
Example: clip360net or 116819034451508671546
Title
Caption
File name
Size
Alignment
Link to
  Open new windows
  Rel nofollow