20 czerwiec 1981

„.. W pontonie wprowadziliśmy innowację. Zainstalowaliśmy sieć rybacką zabezpieczającą sprzęt przed wypadnięciem w razie wywrotki oraz odciążającej dno pontonu.  Żywność dostaliśmy od marynarzy i rybaków w Callao. Dzięki temu mogliśmy marzyć o płynięciu, gdyż w Peru nie można kupić konserw. W pontonie popłynęli: Jurek, Zbyszek, Stefan i Krzysiek. Nasz filmowiec w tym czasie popłynął na Galapagos jachtem „Horn” zebrać materiały do filmu. Ja płynąłem w kajaku. Piotr z Peruwiańczykiem Javier Fort’em pojechali samochodem do Balzas (860 m n.p.m),  gdzie planowaliśmy zakończyć pływanie. Przez pierwsze 20 kilometrów towarzyszyli nam na wodzie. Piotr na kajaku, Javier na pontonie. Potem wzięli kajak na plecy i wrócili do samochodu. Rzeka miała poziom wody wyższy o ok. 2 m od normalnego. W jej nurcie płynęły osły,  krowy, pnie drzew. Rzeka jest piękna. Otaczają ją majestatyczne, wysokie góry których ściany tworzyły skalne różnokolorowe urwiska przypominające do złudzenia Grand Canyon Colorado. Natrafialiśmy na potężne bystrza, tworzone przez lewostronne dopływy nanoszące w czasie powodzi ogromne głazy tarasujące swobodny przepływ rzeki. Płynęliśmy trzy dni ok. 200 km, z prędkością do 20 km/h. Na ostatnim bystrzu, nazwanym Somosierrą, przesiadłem się do pontonu i dzięki temu chyba mogę pisać te słowa. Nie dało się „tego” przenosić. Rzeka wlała się pomiędzy dwie skalne ściany. Z map studiowanych w Wojskowym Instytucie wynikało że nie powinno być na rzece żadnych wodospadów.

Tego przepłynięcia nigdy nie zapomnę. Fale były większe kilka razy od pontonu, nieregularne. Był moment, że już widziałem ponton walący mi się na głowę. Trwało to kilkanaście minut. Ponton pełny wody stracił sterowność. Woda obciążyła gumowe dno tak że stałem w niej po pas pagajem usiłując kierować pontonem. Przeszliśmy. W Balsac byliśmy pół godziny przed Piotrem, który w sumie zrobił ponad 1000 km, okrążając najwyższe góry. Wracaliśmy przez Celendin i Cajamarkę – ostatnią stolicę Wielkiego Inki Matajualpy.  Byliśmy w sali gdzie zbierano złoto z całego królestwa na wysokość wyciągniętej ręki króla….

… W Trujillo zwiedzaliśmy gliniane miasto Chan Chan, przedinkaskiej kultury Chimu.  Już ponad cztery tysiące lat mieszkańcy tych okolic używają trzcinowych kajaków „caballito de totora „, czyli koników z totory (trzciny) znanej nad Titicaca. Zamówiliśmy taki kajaczek z bambusowym wiosłem. Załadowaliśmy go na polski statek „Smolny”. Jest tam też oryginalne wiosło z Amazonii. Przesyłamy te przedmioty jako dar dla Klubu „Bystrze”, w którym robiliśmy pierwsze pociągnięcia wiosłem i który nadal reprezentujemy…”

 

Please enter Google Username or ID to start!
Example: clip360net or 116819034451508671546
Title
Caption
File name
Size
Alignment
Link to
  Open new windows
  Rel nofollow